Actions

Work Header

Rating:
Archive Warning:
Category:
Fandom:
Relationship:
Characters:
Language:
Polski
Stats:
Published:
2017-04-22
Words:
1,528
Chapters:
1/1
Comments:
12
Kudos:
21
Hits:
526

Ślady

Notes:

Cześć! To moje pierwsze opowiadanie od dobrych kilku lat. Tekst jest niebetowany, więc z góry przepraszam za wszystkie niedociągnięcia i będę wdzięczna za wskazanie ich w komentarzach (za jakieś miłe słowo również ;)).

(See the end of the work for other works inspired by this one.)

Work Text:

Skwar przebija się przez zamknięte okna i zaciągnięte zasłony, i osadza się na skórze, czyniąc ją wilgotną i lepką, jak po długim wysiłku. Sierpniowy upał jest nieznośny, ale John nie odczuwa tego tak, jak pozostali. W ostatnim czasie nic nie jest dla niego znośne. Czuje się, jakby pewnego dnia obudził się w ciele innego człowieka - nie potrafi odnaleźć się w nowej sytuacji, nie widzi żadnego sensu w ostatnich wydarzeniach, nic nie jest dla niego zrozumiałe.

 

Częściowo okryty prześcieradłem leży w obcym, niewygodnym łóżku. Jest pewny, że czeka go kolejna bezsenna noc. Nie spał od trzech dni i wie, że jutro nie będzie w stanie skoncentrować się na tyle, żeby udawać przed Harriet, że daje sobie radę i nie potrzebuje jej pomocy. Przez chwilę zastanawia się, czy znowu nie odwołać spotkania, ale obawia się, że tym razem siostra naprawdę wcieli swoje groźby w życie i przyjedzie do jego mieszkania, żeby wyrwać go z tego cholernego marazmu, a wtedy nie będzie mógł uciec, używając jakiejś beznadziejnej wymówki. Zrezygnowany wstaje i idzie do kuchni. Waha się, obracając fiolkę między palcami, aż w końcu wysypuje dwie tabletki i popija je szybko szklanką zimnej wody.

W sypialni jest okropnie duszno. Kładzie się z powrotem na zbyt twardym materacu i wpatruje w wentylator zawieszony pod sufitem, który nieprzyjemnie klika po zatoczeniu każdego powolnego okręgu. Kiedy w końcu zasypia, jego głowę wypełniają myśli o Afganistanie.

 

***

 

Kiedy został ranny i dochodził do siebie w szpitalu, jedna z młodych pielęgniarek, zmieniając mu opatrunki, odgarniała włosy z jego czoła i ze swoim wschodnim, odrobinę śpiewnym akcentem, opowiadała mu historie, na których najczęściej nie był w stanie się skupić. Jej głos uspokajał go i pozwalał choć na chwilę zapomnieć o tym, gdzie i dlaczego się znajduje. Wtedy wysoka temperatura nie niosła już ze sobą zapachu prochu i piasku, tylko świeżo skoszonej trawy, kiepskiego piwa i grubych, zakurzonych alamnachów, z których przygotowywał się do egzaminów na studiach, a John przymykał oczy i odpływał. Jedną z opowieści pielęgniarki, którą w rodzinnym domu matka opowiadała jej przed snem, zapamiętał jednak bardzo dobrze.

 

Starożytne, zapisane w sanskrycie legendy mówią o miłości będącej przeznaczeniem, o karmicznej więzi dwóch dusz, które muszą się spotkać i zauroczyć. Legendy mówią, że wybrankę można rozpoznać natychmiast, ponieważ budzi miłość każdym gestem, każdym zdaniem, każdym ruchem, każdym dźwiękiem i każdym nastrojem, który odbija się w jej oczach. Legendy powiadają, że można ją poznać po skrzydłach - skrzydłach widzianych tylko przez wybranka - i po tym, że tęsknota do niej zabije wszelkie inne dążenia miłości.

Te same legendy niosą także ostrzeżenie, że taka miłość może czasem stać się obsesją i opętaniem jednej i tylko jednej z dwóch dusz, które związał ze sobą los. Ale w pewnym sensie mądrość jest przeciwieństwem miłości. Miłość trwa w nas dokładnie dlatego, że nie jest mądra.[1]

 

***

 

John obserwuje Sherlocka. Patrzy na jego absurdalnie mocno zarysowane kości policzkowe, które wyglądają, jakby miały zaraz przebić skórę, teraz pokrytą jasnym rumieńcem. Na oczy w kolorze porannej mgły, zakryte wachlarzem rzęs (swoją drogą, to wręcz nie w porządku, żeby mężczyzna miał tak długie rzęsy). Na pionową zmarszczkę między brwiami, oznakę wyjątkowego skupienia. Na mały pieprzyk na płatku prawego ucha, widoczny tylko wtedy, gdy Sherlock odgarnia swoje ciemne loki. Na asymetryczne usta - wąska, górna warga wygląda po prostu śmiesznie w porównaniu z dolną, która jest pełna i miękka, i właśnie przygryziona zębami... Na długie, szczupłe palce jak u pianisty, teraz zbliżające się do twarzy Johna, żeby delikatnie obrysować jej kontur. 

Sherlock unosi przymknięte dotąd powieki i teraz to on patrzy, jak jeszcze nigdy wcześniej, jakby dostrzegł coś, co do tej pory mu umykało i nagle, w jednym momencie zrozumiał, a wszystkie elementy zaczęły do siebie pasować. Badawczy dotyk zmienia się w pieszczotę, a Holmes, wypuszczając wstrzymywane powietrze, mruczy:

- John, jesteś naprawdę...

 

***

 

John budzi się, a prześcieradło klei się do jego ciała. Klnie pod nosem, sfrustrowany i ma nadzieję, że uda mu się niepostrzeżenie przemknąć do łazienki, nie wpadając przy tym na Sherlocka. Sięga na szafkę nocną po chusteczki, żeby doprowadzić się chociaż do względnego porządku i jego ręka trafia w próżnię. W jednej chwili całkowicie się rozbudza, a świadomość ostatnich wydarzeń uderznia w niego z taką mocą, że zgina się wpół. Wstręt do samego siebie wypełnia go i podchodzi do gardła, a on czuje się jak skończony idiota, bo nie dość, że miał mokry sen o swoim najlepszym przyjacielu, to miał mokry sen o swoim najlepszym przyjacielu, który nie żyje od dwóch miesięcy i John nigdy nie dowie się, jak to jest, gdy Sherlock...

Kiedy wymiotuje w ciasnej łazience wyłożonej białymi płytkami, które dawno za sobą mają czasy świetności, obiecuje sobie nigdy więcej nie korzystać z tabletek przepisanych przez Ellę. To już trzeci taki poranek i zdecydowanie woli nie spać kolejną noc niż budzić się z myślą, że wciąż mieszka na Baker Street, a Sherlock siedzi w niebieskim szlafroku przy kuchennym stole, przyglądając się nowym szczepom bakterii wyhodowanych na ludzkiej tkance czy czemuś równie okropnemu i fascynującemu. John dławi się, gdy kwaśna piana podchodzi mu do gardła. Ociera spocone czoło i podnosi się, starając się uspokoić. Wchodzi pod prysznic i oblewa się zimną wodą, odpychając myśl o zmarnowanym czasie.

 

***

 

Harry spogląda na niego z troską. John od tygodni unika patrzenia w lustro, ale domyśla się, że wygląda okropnie. Spodnie wiszą mu na biodrach - zdaje się, że stracił kilka funtów - oczy ma podkrążone przez brak snu, a w ubiegłym tygodniu zorientował się, że zaczyna siwieć. Stara się wykrzesać z siebie resztki energii i uśmiecha się słabo.

- Nic nie mów, Harriet - wzdycha, całując ją w policzek na powitanie. Siostra przyciąga go do siebie i przytula mocno. John wdycha zapach jej włosów i poklepuje ją po ramieniu. Harry jest ostatnio w dobrej formie. Ma delikatny makijaż, który w połączeniu z jej drobną sylwetką sprawia, że wygląda jeszcze młodziej. John czuje się przy niej jak starzec, choć dzielą ich tylko dwa lata. Domyśla się, co wywołało u niej takie zmiany, ale nie jest gotów myśleć o tym w kategoriach katalizatora pozytywnych zdarzeń. Po prostu to pomija, mimo że widzi, że jego młodsza siostra jest trzeźwa od kilku tygodni i robi wszystko, by w jego towarzystwie wydawać się silna i gotowa, by służyć oparciem. Przemilcza wszystkie te myśli, a zamiast tego proponuje po prostu:

- Kawa?

Harry zgadza się, ale twardo obstawia przy tym, żeby wziąć napoje na wynos.

- Powinieneś się więcej ruszać, John - wzdycha. - Nie możesz bez końca ukrywać się w tej zatęchłej kawalerce.

- To tylko tymczasowe - oponuje John, choć wie, jak słabo to brzmi. Nie jest gotów na żadne wymagające wysiłku kroki. Ledwo udało mu się wrócić do pracy po miesięcznym urlopie i jego dni ograniczają się do dryfowania między przychodnią, sporadycznymi zakupami w pobliskim Tesco, a nowym mieszkaniem (nie domem, nigdy domem). 

Po krótkim spacerze siadają na ławce w parku, wybierając miejsce w cieniu drzew. W oddali szczeka pies, po trawniku biegają rozkrzyczane dzieci, rowerzysta przejeżdża alejką nieopodal nich i ostro rozbrzmiewa dźwięk dzwonka, kiedy dziewczyna w słuchawkach nie dostrzega go i blokuje mu dalszą trasę. Harriet mnie w dłoni papierowy kubek i John wie, że zbiera siły i zaraz powie coś, co mu się nie spodoba.

- Wiem, że to był twój najlepszy przyjaciel i że był cholernym ekscentrycznym, niezrozumiałym, jedynym w swoim rodzaju geniuszem, i totalnie nie mam pojęcia, jak udawało wam się dogadywać, bo szczerze mówiąc, ja nie mogę przeczytać nawet jednej notki na jego blogu, nie zasypiając w połowie... - urywa, po czym mówi odrobinę spokojniej: - Ale wiem, jak to jest stracić kogoś ważnego, kto trzymał cię przy zdrowych zmysłach i pamiętaj, że możesz na mnie liczyć.

- Jeśli mówisz o Clarze...

- Och, na miłość boską, daj spokój, John! - Harry wbija w niego sfrustrowane spojrzenie. - Nie jestem glupia. Możesz wciskać wszystkim dookoła i nawet sobie tę bajeczkę o współlokatorach, ale nie ruszysz dalej, jeśli nie przyznasz sam przed sobą, że to było coś więcej. Nie wiem, na ile on zdawał sobie z tego sprawę, skoro potrafił rozgryźć każdego w ciągu sekundy, ale ty powinieneś w końcu... - Gdy spotyka jego wzrok, ucieka z niej całe powietrze. - Och... Ty już zdajesz sobie z tego sprawę.

John kiwa głową w milczeniu, bo nie przychodzi mu do głowy żadna sensowna odpowiedź. Jak w ogóle można głośno powiedzieć, nie rozpadając się odpychałem go przez prawie dwa lata, a dzień po jego śmierci uświadomiłem sobie, że jestem w nim beznadziejnie i rozpaczliwie zakochany, i teraz mogę tylko wyrzucać sobie, że nie wykorzystałem naszego czasu i wolałem umawiać się na idiotyczne randki, które on i tak za każdym razem doprowadzał do katastrofy, zamiast uczyć się na pamięć kształtu jego czaszki i rozrywać te horrendalnie drogie, jedwabne koszule, żeby poznać jego zapach, bo teraz już nigdy się nie dowiem, jak to jest naprawdę z nim być... Zaciska pięści, prawie przebijając paznokciami naskórek wewnątrz dłoni.

- Powinniśmy jeszcze coś załatwić - mówi cicho Harry.

 

***

 

Przyjechał tu pierwszy raz od pogrzebu. Stoi nieruchomo, wpatrując się w ciemną płytę nagrobka i w myślach mówi wszystko to, co chciałby mu powiedzieć, gdyby jakimś cudem dostał jeszcze jeden dzień z Sherlockiem.

Harry stoi obok i trzyma go mocno za rękę. Wciąż jest parno, ale zbiera się na burzę. Jutro będzie łatwiej oddychać myśli i ściska w odpowiedzi dłoń siostry.

 

***

 

[1] Fragment jednej z moich ulubionych książek, Shataram, którą gorąco polecam wszystkim, którzy jeszcze nie mieli okazji jej przeczytać.

Works inspired by this one: