Chapter Text
Nawet na końcu ulicy, kilkadziesiąt metrów dalej, słychać było krzyki i śmiech pijanych ludzi, a wszystko to okruszone ogłuszającą muzyką.
I jeszcze przez godzinę czy dwie będą przychodzić nowi ludzie, a dopiero później klub będzie się powoli opróżniał.
Była sobota, ludzie zamierzali odreagować trudny tydzień pracy lub nauki, a noc była ciepła. Bary i kluby będą pełne.
Stojąc na rogu ulicy Sieckiej, Miranda miała dobry widok na wszelkich ewentualnych nowych gości klubu.
Według rozmów dziewczyn, mieli najpierw pić w barze Mona, a później dwie ulice dalej w klubie Wesele. Dlatego czekała i obserwowała czy już idą.
Miała świadomość, że to co planuje, jest złe. I jak najbardziej, wiedziała, że to okrutne. Ale mimo wszystko i tak to zrobi.
Mieli oni się razem spotkać o 22:00, prawdopodobnie spędzał tam godzinę albo półtorej, a potem jest 5-10 minut spaceru pijanych młodych dorosłych.
Więc powinni przechodzić tedy, mniej więcej... teraz!
I są, Jadzia z Magdą na przodzie, Krystian i Dawid, jak zawsze razem oraz Misia z Arturem i Karoliną. Wszyscy są tak głośni i pijani jak się spodziewała. Nie są największą grupą na tej ulicy, ale tylko oni ewidentnie byli w stanie samodzielnie obudzić całą dzielnicę. W zamieszaniu, ogłuszającej muzyce i ich stanie upojenia, nawet nie zauważą jak zniknie jedna osoba.
Dlatego, kiedy przychodzili obok niej, dołączyła do nich, idąc z tyłu. Wzięła Artura za rękę i z każdym krokiem odsuwali się od grupy. Artur nie zauważył w tym nic dziwnego, że dziewczyna z którą szedł wygląda inaczej. Jej znajomi ze szkoły byli już przy wejściu do klubu i dołączyli do kolejki, nie zauważając że jednej osoby brakuje.
Podała Arturowi butelkę mrożonej herbaty i kazała pić, wciąż trzymając jego dłoń w nieubłaganym uścisku niczym stalowy łańcuch.
Herbata była z dodatkami, ale Mira nie chciała, żeby Artur zatruł się alkoholem lub stawiał jej opór. Jakieś trzy minuty spacerem od tego miejsca miała zarezerwowany pokój w hotelu aż do poniedziałku.
Dla chłopaka picie i chodzenie jednocześnie było wyzwaniem, więc ciągle musiała go trochę ciągnąć. Do hotelu weszli zaraz za grupą mężczyzn w średnim wieku, więc obecność dziewczyny z truskawkowymi włosami i przystojnym blondynem została ukryta i nie spostrzeżenie weszli do windy.
Winda zawiozła ich na drugie piętro. Nikogo nie było na korytarzu, więc Mira poprowadziła blondyna do drzwi z numerem 207 i wyjęła kartę z torebki.
Drzwi otworzyły się niemal bezdźwięcznie, więc Mira otworzyła je na oścież i kazała Arturowi wejść. Chłopak bez oporów wszedł do pokoju, a za nim jego przyjaciółka.
W końcu zaczął zauważać że coś jest nie tak i odwrócił się w jej stronę, ale Mira już zamknęła drzwi na klucz i schowała kartę.
-Na co czekasz, Arturze? Rozbierz się.
