Work Text:
Aniołowie, w równiutkich szeregach wokół nowo otwartej Otchłani, śpiewają hymny pochwalne. Są tutaj wszystkie Chóry- jaśniejący Eoni, Książęta Sarim w drogocennych klejnotach, Zastępy w galowych mundurach, urzędnicy z dłońmi poplamionymi atramentem, stróże i aniołowie służebni w prostych tunikach... Wszyscy skrzydlaci, co do jednego. Wszyscy w oślepiającej bieli.
Ale Razjel nie im się przypatruje. Oto nad samą krawędzią stoją ci, których Pan potępił. I Razjel widzi w tłumie spętanych skrzydeł i pociemniałych twarzy złotą głowę Lucyfera, i czuje jakąś niedorzeczną nadzieję, że w ostatniej chwili odezwie się grzmiący głos Pana, który jest przecież łaską i miłosierdziem i może...
Chóry śpiewają.
Złota zbroja Michała migocze, kiedy ognisty miecz wznosi się i opada. Krzyk jest odległy i szybko cichnie, kiedy pierwszy anioł Upada, ciągnąc za sobą rozmazaną smugę płonących skrzydeł.
Pan milczy.
Miecz Michała porusza się sprawnie, metodycznie.
Chóry śpiewają.
Lucyfera Upada ostatni. Razjel widzi, jak ręka Michała waha się przez moment i myśli, że może teraz, grzmiący Głos powie...
Ale grzmiący Głos nie mówi nic.
Miecz opada po raz ostatni i Otchłań zamyka się za Potępionymi.
Na chwałę Pana.
Książę Magów zaciska usta. Próbuje przypomnieć sobie najsilniejsze zaklęcia ukrywające.
(Razjel jest też Panem Tajemnic, i wie, że czasem Miłosierdzie idzie przed Sprawiedliwością)
