Actions

Work Header

Tryton Szuwarek

Summary:

Zac dowiaduje się o sobie czegoś niespodziewanego.

Notes:

Miałam ochotę napisać fanfika po polsku z Mako Mermaids z odniesieniem do Wodnika Szuwarka i to zrobiłam!

(See the end of the work for more notes.)

Work Text:

W życiu Zaca Blakely’ego wszystko układało się znakomicie.

Jednoczesne bycie trytonem i mieszkanie na lądzie nie nastręczało mu już tylu problemów co kiedyś. Obecnie mógł liczyć na pełne wsparcie swoich rodziców, którzy niedawno dowiedzieli się o prawdziwym pochodzeniu ich adoptowanego syna i, ku jego wyraźnej uldze, przyjęli tę szokującą informację zadziwiająco dobrze. Miał cudowną siostrę, przy której czuł się tak, jakby się znali całe życie i nigdy nie zostali rozdzieleni. Oboje coraz mocniej zacieśniali więzi ze swoją matką Nerissą i we trójkę starali się nadrobić stracony czas.

Zac był również otoczony grupą wspaniałych przyjaciół, a odkąd zyskał (czy może raczej odzyskał) ogon, ich grono znacznie się powiększyło. Była też Evie… Jego ukochana oraz najlepsza przyjaciółka. Od pewnego czasu coraz częściej dopadała go myśl, że mógłby być z tą dzielną, piękną i mądrą dziewczyną już zawsze. Nie wyobrażał sobie dalszego życia bez niej.

Czyli wszystko było idealnie. No prawie - ciągle nie wiedział co właściwie chce robić po ukończeniu liceum, a czasu do namysłu zostawało mu coraz mniej.

Tamtego dnia wybrał się trochę popływać w okolicy Mako, a po wysuszeniu ogona skierował się w stronę swojego domu rodzinnego. Miał zamiar się przebrać i zaczekać aż Evie oraz Mimmi z Chrisem po niego przyjdą - umówili się, że całą czwórką pójdą dzisiaj na imprezę powitalno-pożegnalną, organizowaną w Ocean Cafe. Powitalną dla Lyli, Sireny i Nixie, które wróciły ostatnio ze wspólnych wakacji na Hawajach. Z kolei pożegnalną dla Ondiny i Weilan, które wylatywały niedługo do Chin, aby rozpocząć tam reaktywację Wschodniej Ławicy syren. Oczywiście w gorącej wodzie kąpana Ondina chciała tam popłynąć, a nie polecieć ( - No oczywiście, że w gorącej! A w jakiej innej, w końcu ocean tutaj jest ciepły - prychnęła, kiedy usłyszała to używane na lądzie wyrażenie, jako że nigdy wcześniej się z nim nie spotkała i nie wiedziała, co oznacza), ale na szczęście Weilan udało się przekonać swoją dziewczynę, że w ten sposób po prostu zaoszczędzą mnóstwo czasu.

Zac był już na terenie posesji należącej do państwa Blakely, kiedy zauważył czekającą pod jego domkiem Mimmi. Dziewczyna wyglądała na zdenerwowaną - dreptała w miejscu, jakby nie mogła spokojnie ustać, a jej strapiony wyraz twarzy był wyraźnie widoczny nawet z odległości kilku metrów.

Na ten widok Zac poczuł ukłucie niepokoju. Skoro Mimmi przyszła przed umówionym czasem i w dodatku bez Chrisa, to znaczyło, że coś musiało się stać. Z drugiej jednak strony nie miał żadnej telepatycznej wizji, która najpewniej pojawiłaby się, gdyby jego siostra wpadła w jakieś tarapaty.

- Mimmi? Wszystko w porządku? Mieliście przyjść z Chrisem dopiero za jakąś godzinę - mimo że starał się zachować spokój, głos Zaca był podszyty lekkim podenerwowaniem.

Mimmi od razu do niego podbiegła i go przytuliła. - Och Zac, tak strasznie cię przepraszam! - słowa praktycznie z niej wystrzeliły. Wyszedł z nich jeden zlepek: “ochzactakstraszniecięprzepraszam”. - Dowiedziałam się tego od naszej mamy. Chciałam to najpierw tylko tobie powiedzieć, ale jakoś tak wyszło, że wspomniałam o tym Chrisowi, jak się dzisiaj wcześniej widzieliśmy koło kafejki. Nie zamierzałam mówić nikomu innemu, słowo! Okazało się jednak, że obok stali Cam i David, a ja ich kompletnie nie zauważyłam. Nie wiedzieli, że to miała być tajemnica, a wtedy podeszła do nas Carly i to się jakoś dalej rozniosło… Naprawdę bardzo mi przykro, pewnie teraz już wszyscy wiedzą!

Zac zamrugał gwałtownie. Na pewno nie spodziewał się takiego potoku słów, a ich treść wywołała u niego jeszcze większą dezorientację.

- Mimmi, nie tak szybko, poczekaj chwilę… - chłopak uniósł obie dłonie w uspokajającym geście, po czym na moment zamilkł, zbierając myśli. - Ale… ale o co dokładnie chodzi? “To” czyli co?

- Twoje syrenie imię! Tfu, właściwie to nie syrenie, tylko w twoim przypadku trytonie. To które nadała ci przy urodzeniu nasza mama. Brzmi Szuwarek… - imię to wypowiedziała bardzo cicho, wlepiając wzrok w swoje sandały.

- I to serio cię aż tak zestresowało? No coś ty, przecież nic takiego się nie stało - teraz to Zac pierwszy objął Mimmi i delikatnie pogładził ją po głowie. Zaraz po tym zmarszczył czoło, kiedy to co powiedziała jego siostra w pełni do niego dotarło. - Szuwarek? Co to właściwie ma znaczyć?

- No od szuwaru, tak się nazywa rośliny rosnące przy brzegach rzek i jezior - Mimmi odsunęła się i spojrzała na niego skruszona. -Naprawdę nie jesteś na mnie zły? - spytała niepewnie.

- Naprawdę! Spodziewam się, że będą się ze mnie trochę nabijać, bo to imię jest, hm, dość dziwne, ale za jakiś czas zapomną - Zac odparł pogodnie. W odpowiedzi na to Mimmi uśmiechnęła się nieśmiało.

Niedługo później przyszli Evie i Chris. Chris starał się nie dać po sobie poznać, że dowiedział się dzisiaj o Zacu czegokolwiek nietypowego, ale przez całą drogę do Ocean Cafe rzucał mu ukradkowe spojrzenia. Evie zaczęła swoje przywitanie od “czy to nie mój ukochany Szuwarek?”, po czym zarzuciła Zacowi ręce na szyję i pocałowała go słodko w usta. Czuły sposób w jaki wypowiedziała jego nowoodkryte imię sprawił, że chłopak poczuł przyjemne mrowienie w okolicy żołądka.

Kiedy dotarli do Ocean Cafe, ich wszyscy przyjaciele już tam byli. Ondina z Weilan, które intensywnie omawiały szczegóły swojego przyszłego pobytu w Szanghaju. Cam z Carly, którzy sprawdzali właśnie, czy cały sprzęt działa jak powinien przed dzisiejszym występem dziewczyny. Sirena z Davidem, którzy wprost nie mogli się od siebie oderwać po kilku tygodniowej rozłące - obejmowali się i patrzyli sobie głęboko w oczy. Lyla z Nixie, które wróciły ze wspólnego poszukiwania nowego domu dla syren z Mako jako para i teraz cały czas trzymały się za ręce (ale i tak Lyla zarumieniła się nieco, kiedy Zac podszedł się z nimi przywitać). Karl, który okupował szwedzki stół i wyrażał swoje głośne zdziwienie faktem, że znajdowało się na nim sporo surowych owoców morza.

- O, widzę, że pojawił się pan Szurek - powiedział Cam swoim typowym, drwiącym tonem głosu, jak tylko zobaczył Zaca.

- A moim zdaniem Szuwarek brzmi całkiem cool - stwierdził z przekonaniem David.

- Tak! To imię jest naprawdę prześliczne - zawtórowała mu Sirena.

- Prześliczne? Chyba raczej lamerskie - Ondina przewróciła oczami.

- Cóż, nie każdy musi mieć fajne imię. Na przykład takie jak moje - rzuciła niby od niechcenia Nixie.

- Widzę, że nie jestem w tym towarzystwie jedyną osobą z ogonem, której imię pochodzi od roślin, a nie od czegoś bardziej związanego z wodą - wtrąciła Weilan na tyle cicho, żeby niewtajemniczony w syreni sekret Karl nie usłyszał.

- Szuwarek? To jakiś pseudonim artystyczny? - spytał ów niewtajemniczony, wyraźnie skonfundowany.

Nagle wokół Zaca zrobiło się bardzo gwarnie. Na jakiś czas chłopak znalazł się w centrum uwagi. Jeszcze raz, dla kogo była organizowana ta impreza?

Przyjaciele potrafią czasem dać w kość, ale Zac nie zamieniłby swoich na żadnych innych.

Notes:

W trakcie pisania tego opowiadania zdałam sobie sprawę, że żartobliwe nazwanie Zaca “Szuwarek” wyszło mi bardziej… głębokie, niż bym się tego spodziewała.

Imię “Weilan” rzeczywiście pochodzi od roślin i składa się z dwóch członów oznaczających “róża” i “orchidea”. Oboje z Zackiem urodzili się jako syrena/tryton, ale zostali wychowani poza oceanem. Czyli zupełnie jak rośliny z ich imion żyją na lądzie, ale jednak naturalnie potrzebują wody ;)

Wiem, może za bardzo przekombinowałam!